Życie w Dolinie Krzemowej do łatwych nie należy. Oprócz wysokich cen mieszkań, o których słyszeli wszyscy zainteresowani branżą IT, dochodzi fakt zacofania technologicznego, szczególnie jeśli chodzi o bankowość. Tak, dobrze przeczytaliście. Nasz rozmówca – Karol Stępniewski – przeprowadził się do Doliny Krzemowej i zderzył się z rzeczywistością, gdy w 2017 roku dostał od banku kartę kredytową z dopiskiem: to nowa technologia chip. Nie bój się jej.

— Inna sprawa: przelewy. Żeby przelać pieniądze z konta na konto i żeby to nie szło 10 dni, trzeba zapłacić 20 dolarów, ale i tak przelew nie przyjdzie w ciągu jednego dnia, najszybciej w 3 dni. Żeby przyszedł w ciągu jednego dnia, trzeba sporo zapłacić. Kolejna: czeki. Jak płaciłem pierwszą ratę czynszu za mieszkanie, to oczywiście zrobiłem to czekiem. W 2017 roku mam książeczkę czekową — mówi w rozmowie z nami Karol Stępniewski, Senior Member of Technical Staff w VMware.

W trzeciej części livestreamu z Karolem Stępniewskim dowiecie się więcej na temat życia w Dolinie Krzemowej i tego, jak ono wygląda od środka. Zaskoczy Was fakt, tak jak zaskoczony był Karol, gdy pojechał do Stanów za pracą, że Dolina Krzemowa, potęga biznesu i technologii, to w podstawowych sprawach bardzo zacofany kraj. Zanim przejdziemy do historii z książeczką czekową, czy kartą kredytową, dowiedzcie się, co Karol i Michał Miszczyszyn – nasz współprowadzący – myślą o ścieżce kariery początkującego developera.

Piotr Nowosielski (PN): Chciałbym przejść do pytania, które bardzo często się pojawia. Widać, że dla początkujących programistów to problem: jak zacząć pracę? Gdzie jej szukać?

Karol Stępniewski (K): To dobre pytanie, ale trudno na nie odpowiedzieć, bo branża szybko się zmienia. Mogę powiedzieć jakie są trendy, jakie trendy widzę w Dolinie Krzemowej. Trendem jest język GO, wszelkie serwerowe i webowe rzeczy. Na pewno popularne są języki funkcyjne, przeżywają teraz drugą młodość. Umiejętność programowania funkcyjnego pomaga w programowaniu niefunkcyjnym, bo pewne rzeczy da się zrobić lepiej. Mogę mówić o trendach, natomiast to jak dzisiaj zacząć, wydaje mi się, że za dużo się zmieniło. Dzisiaj, znając JavaScript można zrobić wszystko.

Michał pewnie powiesz więcej na ten temat, bo jesteś JavaScript Full-Stack Engineerem, a kiedyś nie było czegoś takiego jak full stack. Jak znało się JavaScript, to trzeba było umieć coś jeszcze. Dzisiaj da się to połączyć, a kiedy zaczynałem to było to niemożliwe.

Michał Miszczyszyn (M): Mogę powiedzieć o tym, w jaki sposób ja zaczynałem, tak bardzo ogólnie. Generalnie próbowałem wszystkiego, co się tylko dało, na co pozwolił mi czas. W końcu pojawiło się coś, co mi się mega spodobało – web-development i tego się chwyciłem. Mówiłeś Karol o języku GO, moim zdaniem, warto inwestować w JavaScript, a mówiąc o koncepcji, to warto inwestować w machine learning. Tak mi się wydaje, to są takie dwa trendy, które widzę.

K: Jeśli chodzi o kierunkowanie swojej kariery, to mogę jeszcze powiedzieć, że najlepiej być ekspertem w jakiejś technologii. Druga ścieżka, to znajomość różnych technologii, dzięki czemu jest się w stanie wejść w różne problemy i poradzić sobie z nimi. W życiu spotkasz się z różnymi technologiami i to, że jest znasz jest wartościowe. Często jest taka potrzeba. Jeżeli ktoś się zastanawia, którą ścieżkę wybrać czy eksperta, czy poznania różnych technologii, to obie ścieżki są dobre.

PN: Warto więc wszystkiego próbować. Po czym poznaliście, że jakiś temat Was kręcił, że warto poświęcić na niego czas?

K: Moim zdaniem to loteria i nie potrafię dać tu klucza. Jedyne co pamiętam, co tak mocno mnie zainteresowało, to właśnie język GO. Obejrzałem prezentację na Google I/O i uwierzyłem, że ten język osiągnie sukces, bo był bardzo prosty, w porównaniu do innych języków. Poza tym Google go wspierał, więc musiał osiągnąć sukces i to był dla mnie sygnał, że tą technologią warto się zainteresować. Długo mi to zajęło, bo zacząłem interesować się tematem w 2009-2010 roku, a w 2015 dopiero miałem z tego pieniądze. Wtedy napisałem coś dla firmy, a nie dla siebie, czy w celach edukacyjnych. To pokazuje, że nawet jeśli widać, że coś ma przyszłość, to czasem trzeba poczekać aż ta przyszłość nastąpi. Przeglądam regularnie Hacker News i mam wrażenie, że straciłem na ten serwis dużo czasu, a nie zawsze są tam cenne rzeczy. Michał powiedz coś ze swojej strony, jak to u Ciebie wygląda.

M: Piotr, zapytałeś skąd wiem czy coś mnie zajarało. Jeżeli wieczorem siedzę nad czymś i wydaje mi się, że patrzę w komputer tylko przez chwilę, a za oknem robi się jasno, to znaczy, że chwyciło. Inspirację czerpię z różnych grup, Hacker news — wiadomo, ale więcej znajduje contentu na Facebooku. Tam mnóstwo treści jest codziennie i warto to przeglądać.

PN: Karol, pytanie do Ciebie odnośnie serverless. Powiedz, jaki według Ciebie tkwi w tym potencjał i jak można go wykorzystać? Serverless nadaje się do zaawansowanych aplikacji? Znasz ciekawe projekty bazujące na tym?

K: Chętnie zapytałbym o to naszych oglądających. Jeżeli ktoś korzysta z serverless, to chętnie poznam feedback, dlatego że to cały czas nowa technologia. Pamiętam, jak przechodziłem do openstacka i mieliśmy klientów, którzy mówili, że chcą openstacka, a na pytanie dlaczego, odpowiadali, że to fajna technologia. Na kolejne pytanie „jak będziesz jej używał?” odpowiadali „nie wiem”. Czasami mamy tak z serverlessem, że mamy klientów, którzy chcą z niego korzystać, ale tylko dlatego, że jest hype na niego.

Serverless wymaga jednak zmiany podejścia, dlatego że wymusza inny model programowania – masz te funkcje, wszystko jest nastawione na programowanie synchroniczne. Świetnie się to zgrywa z Internet of Things, ale niekoniecznie z innymi rzeczami. Jest to technologia nowa. Z projektów, które mi teraz przychodzą do głowy, pamiętam, że był taki usecase, gdzie był wypuszczony system dostępu do danych medycznych w Australii, który kosztował grube miliony dolarów. Po czym ten system po wypuszczeniu, po prostu umarł. Nie działał, miał problemy z wydajnością, ze skalowaniem, tylu ludzi się rzuciło, że nie mogli tego wyskalować. Po czym podobno studenci z Australii ściągnęli front-end tej strony, skopiowali 1:1, zrobili back-end podobny na AWS-ie, odpalili to na lambda (czyli na tym serverless rozwiązania od AWS) i to śmigało. Działało to świetnie i oni to dawali jako taki usecase dla tej technologii, że to się tak fajnie skaluje. Faktycznie skaluje się całkiem nieźle, ale to wymaga modelu.

Jeżeli mamy dużą aplikację napisaną w dowolnym języku, ale jest to jedna aplikacja napisana w monolitycznym modelu, czyli ma dużo zależności w kodzie, to się w serverlessie raczej nie sprawdzi. Serverless wymusza na klientach, by ten kod był nowszy. To też jest ciekawa cecha. Cały czas zbieram feedback na jego temat, więc jeżeli wiecie co jest dobre, a co złe, co byście chcieli zobaczyć, to bardzo chętnie o tym przeczytam. Bo tak jak mówię, klienci są, chcą tego serverlessa, ale nie wiedzą dlaczego.

karol stępniewski

PN: W Polsce serverless to bardzo niszowy temat. Podejrzewam, że to kwestia paru lat i to już u nas będzie zdecydowanie bardziej popularne. Na sam koniec wrócę do kwestii związanych z życiem w Dolinie. Mieszkasz w Palo Alto?

K: W Palo Alto jest biuro VMware. Jeżeli ktoś będzie w okolicy, odzywajcie się, bardzo chętnie oprowadzę Was po campusie VMware, bo jest przepiękny. Na co dzień mieszkam w Santa Clara, od niedawna właściwie, bo przeprowadziłem się dwa tygodnie temu. Wcześniej mieszkałem m.in. w Mountain View, a jeszcze wcześniej w Palo Alto. Trochę żyję na walizkach, ale to niestety cecha Doliny Krzemowej. Rynek mieszkaniowy tutaj jest bardzo drogi, o czym już wspominałem.

PN: Ceny wynajmu chyba najwyższe na świecie.

K: Tak, ceny są wysokie, jeżeli chodzi o mieszkania i one niestety nie powalają w standardach. Pamiętam jak jechałem do USA, do Doliny Krzemowej, miałem wyobrażenie, że tutaj wszyscy jeżdżą elektrycznymi samochodami, każdy ma Teslę, dom ze szkła, wszyscy mają gigabajtowy Internet i w ogóle… oczywiście przesadzam, ale ogólnie wyobrażałem to sobie zupełnie inaczej. Przyjechałem i zacząłem oglądać mieszkania. Za 2 tys. dolarów miesięcznie możesz mieć mieszkanie z jedną sypialnią z lat ‘60. Azbest odpada kilogramami, wszystko stare, do wyrzucenia. Może pogoda na zewnątrz ładna, ale mieszkanie tragiczne. No i ten nieszczęsny internet.

Wydawało mi się, że w Mountain View na stronach firm nie piszą o tym, że działa u nich Google Fiber, czyli gigabitowy światłowód, bo to jest oczywiste. Okazało się, że nikt o tym nie mówił, bo go nie miał. Masz do wyboru AT&T, takie polskie TP SA, albo jakąś kablówkę. Kiedy tu przyjechałem poczułem lekki niesmak. Nie do końca tak powinno być, ale są to rzeczy, do których można przywyknąć. Długo za to zajęło mi przywyknięcie do tutejszego systemu bankowego, bo to porażka.

PN: Co masz na myśli?

K: System bankowy jest 100 lat za technologią. Jeżeli możesz podać komuś numer konta bankowego i ta osoba może z tego konta ot tak ściągnąć pieniądze, to już o czymś świadczy. Sam numer konta wystarczy, żeby z tego konta pieniądze pobrać. Wyobraź to sobie w Polsce. Pamiętam jeszcze, że kupowałem ubezpieczenie na samochód, rozmawiałem przez telefon z przedstawicielką i ona się mnie zapytała o numer konta bankowego. Pomyślałem, że może chce mi przelać jakiś bonus, za to że podpisałem ubezpieczenie. Podałem numer, do głowy mi nie przyszło, że ona o niego poprosiła, żeby ściągnąć pieniądze. Byłem w ciężkim szoku, a potem się dowiedziałem, że to normalne. Teraz jak płacę czynsz za mieszkanie, to po prostu podaję numer konta bankowego i właściciel ściąga 3 tys. dolarów.

Inna sprawa: przelewy. Żeby przelać pieniądze z konta na konto i żeby to nie szło 10 dni, trzeba zapłacić 20 dolarów, ale i tak przelew nie przyjdzie w ciągu jednego dnia, najszybciej w 3 dni. Żeby przyszedł w ciągu jednego dnia, trzeba sporo zapłacić. Czeki. Jak płaciłem pierwszą ratę czynszu za mieszkanie, to oczywiście zrobiłem to czekiem. W 2017 roku mam książeczkę czekową. I tego nie mogę zrozumieć, Dolina krzemowa, potęga biznesu, a takie rzeczy mogą się tu dziać. Myślałem, że umrę ze śmiechu, kiedy przysłali mi kartę kredytową, do której dołączono karteczkę z napisem: nowa technologia chip. Nie bój się tej nowej technologii. Ta karta ma chip.

Zwykły chip był przedstawiony jako nowinka technologiczna, gdzie my PayPassa używamy od paru lat, a chip to podstawa. To są takie absurdy, człowiek nie zdaje sobie sprawy, że takie rzeczy się dzieją. A jeszcze anegdotę opowiem, jak byliśmy z żoną na konferencji w Austin. Wybrała się na wycieczkę z taką grupą osób, która przyjechała na konferencję jako partnerzy. I jakaś kobieta z Ameryki zapytała się jej, czy mamy w Polsce komputery. Jak mi moja żona o tym powiedziała, to sobie pomyślałem „ludzie, w jakiej w ogóle bańce żyjecie, czy wy zdajecie sobie sprawę jacy jesteście zacofani w porównaniu do Polski…” Tak było.

Komunikacja komunikacją, internet internetem, ale do niektórych informacje nie docierają. Podsumowując system bankowy do tyłu, rynek mieszkaniowy zdecydowanie na nie. Na co możemy jeszcze ponarzekać?

PN: Wysokie ceny generalnie. Za gorąco pewnie, wszędzie korki, więc musisz rowerem jeździć…

K: Korki tak, to jest niesamowite, masz sześciopasmową autostradę i stoisz w korku. To jest strasznie przykre…

PN: Czym jeździsz do pracy?

K: Samochodem.

PN: Ludzie korzystają chyba z tej kolejki co jeździ w Dolinie Krzemowej?

K: Kolejka mi akurat nie pasuje, bo nie jeżdżę z San Francisco. Gdybym jeździł w tamte okolice, to bym korzystał. Na pewno muszę zrobić prawko i kupić motor, bo to jest jedyna opcja. Teraz kiedy mieszkam w Santa Clara, to autostrada jest jedynym sensownym rozwiązaniem i ta autostrada jest zawsze zakorkowana.

PN: A Santa Clara wybrałeś z jakiś konkretnych względów? Tam jest taniej, ładniej? Była jakaś okazja? Co Tobą kierowało przy wyborze miejsca zamieszkania?

K: Po 1. jest tu taniej, po 2. prawda jest taka, że jeżeli myślimy żeby tu zostać, to trzeba tu kupić dom, więc staramy się pomieszkać w różnych regionach, żeby się zorientować jak w tych różnych miastach się mieszka. No i miejsce, w którym teraz mieszkam jest naprawdę ładne. Zresztą Santa Clara cała jest piękna. Rozmawiałem kiedyś z kolegą, który mieszkał w Szwajcarii i przeprowadził się tutaj. Mówił, że w Szwajcarii zarabiał dużo więcej pieniędzy, miał lepsze ubezpieczenie zdrowotne, super pracę, dużo lepszą niż tutaj, miał wszystko co mu było potrzeba, ceny mieszkań niższe, ale pogoda była słaba, a ona była dla niego wyznacznikiem. Jak się okazuje pogoda jest dla wielu znacząca. A tutaj masz cały czas słońce. Ostatni raz tu padało w maju…

PN: Jestem w Gdańsku i przez ostatnie 7 dni padało 5 razy. Mówię to dla kontrastu. Dotarliśmy do końca naszego livestreamu, tym takim nieco lekkim narzekaniem na Dolinę krzemową zakończmy naszą rozmowę. Bardzo dziękuję za nią.


Przeczytałeś właśnie ostatnią część livestreamu z Karolem Stępniewskim. Poprzednie znajdziesz pod tymi adresami: pierwsza część i druga część. Pełny zapis rozmowy znajdziecie w poniższym wideo.

Zapraszamy do dyskusji
Nie ma więcej wpisów

Send this to a friend